Dołącz do nas!
Nie jesteś zalogowany | Zaloguj | Zarejestruj
O nasPatronatyReklamaKontakt
Stosunki Międzynarodowe
Autor: autor Magdalena Mrozek 2010-01-28, ostatnia aktualizacja: 2010-01-28 00:15:21

Skazani na kryzys

Gdy spojrzymy na gospodarczy rozwój ludzkości, bez trudu zauważymy pewną prawidłowość - rozkład okresów tzw. prosperity i kryzysów przypomina sinusoidę. Po osiągnięciu minimum zawsze następuje zwrot ku wzrostowi, i odwrotnie.


Czyżby współcześni ekonomiści zapomnieli o tej zasadniczej prawdzie, że wszystko, co dobre, szybko się kończy?

Czy jest możliwe, aby masowo udzielając kredytów bez pokrycia, banki i przedsiębiorstwa finansowe nie przewertowały chociażby pobieżnie historii światowej gospodarki? A szkoda, bo być może wówczas udałoby się szybciej przeciwdziałać skutkom pierwszego światowego kryzysu w XXI wieku. Skutkom, ponieważ zgodnie z sinusoidalnym rozkładem rozwoju globalnej gospodarki na kryzys jesteśmy najprawdopodobniej skazani.

Nie taki kapitalizm straszny

Protekcjonizm - według wielu miał się okazać remedium na dzisiejszy kryzys ekonomiczny. Gdy zaczęły upadać pierwsze amerykańskie instytucje finansowe, lawinowo posypała się krytyka liberalnej gospodarki i zbyt rozwiniętej wolności, jaką niesie ze sobą kapitalizm. Posłuszny tym opiniom gabinet prezydenta USA zdecydował się na udzielenie pomocy finansowej plajtującym bankom, aby maksymalnie złagodzić skutki kryzysu. Zwiększając kontrolę państwa nad instytucjami finansowymi zapomniano jednak, że to właśnie kapitalizm umożliwił podźwignięcie się z pierwszych kryzysów! Przyczyną pierwotnych załamań w światowej gospodarce była zbyt mała produkcja rolna. Dzisiejsza stolica najtańszej globalnej produkcji przez lata zmagała się z klęskami niedostatku żywności. Na przestrzeni 2019 lat przez Chiny przetoczyło się ponad 1800 fal głodu. Dlatego Azja nazywana była kontynentem głodu. Problem ten nie dotyczył jednak tylko wschodniej części świata. Także Europa, dzisiaj dumna z poziomu rozwoju ekonomiczno - społecznego, przeżywała niegdyś klęski głodowe prowadzące nawet do ludobójstwa. Nowożytni rolnicy byli bezradni wobec sił natury, nieurodzaju i niskiej wydajności rolnictwa. I tutaj także lekarstwem okazał się kapitalizm. Dzięki temu systemowi ostatni powszechny niedobór żywności Europa przeżyła w XIX wieku.

Za mało, za dużo

Dynamiczny rozwój przemysłu i nowych technologii wyeliminował problem niedoboru produkcji. Zachłyśnięci postępem dziewiętnastowieczni przedsiębiorcy doprowadzili jednakże do innej skrajności. Pojawił się kryzys nadprodukcji, z którym jako pierwsza zmagać musiała się Anglia. W literaturze przyjmuje się, że Wyspy Brytyjskie nawiedziły trzy takie kryzysy: w 1825 r., będący źródłem pierwszego w historii problemu masowego bezrobocia, w 1836 r., który najbardziej uderzył w produkcję domową, i wreszcie w 1847 r. uznany jako pierwszy międzynarodowy kryzys nadprodukcji, gdy liberalizacja handlu doprowadziła do rozprzestrzenienia się symptomów kryzysu na partnerów gospodarczych Anglii - Francję, USA i Niemcy. Próba charakterystyki kryzysu nadprodukcji sprowadza się do zależności ekonomicznych. Występował on tylko w krajach, gdzie istniał przemysł kapitalistyczny. Jego istotę stanowił konflikt między popytem i podażą - na rynku znajdowało się więcej towarów niż można było sprzedać. I już wówczas zwrócono uwagę, że każdorazowe załamanie produkcyjne przebiega w kilku fazach - rozkwitu, kryzysu, depresji i wreszcie ożywienia. Dlaczego więc ekonomiści w XXI wieku zapomnieli o tych elementarnych kwestiach i dali się omamić długotrwałej fali ożywienia?

Świat ogarnięty kryzysem

Dzień największego załamania na giełdach międzynarodowych zaczęto określać epitetem - czarny. Czarny wtorek roku 1929 stał się synonimem bankructwa, nędzy i długotrwałego spowolnienia gospodarczego w dwudziestowiecznym świecie. Warto jednak zauważyć, że czarny wtorek poprzedziła czarna sobota na giełdzie wiedeńskiej w 1873 r. Tylko tego dnia (9.05.1873r.) bankructwo ogłosiło 300 firm, co wywołało kryzys światowy. Na 10 dni zamknięto nawet nowojorską giełdę z powodu silnej dezorientacji. Bankructwo ponad 47 tysięcy światowych przedsiębiorstw miało swojego ognisko - podobnie jak dzisiejszy kryzys - w amerykańskiej gospodarce. Co ciekawe, tzw. depresja pokryzysowa spowolniła tempo gospodarczego rozwoju na ponad 6 lat!
Rewolucja transportowa, obejmująca rozwój kolei żelaznych i statków parowych przyczyniła się nie tylko do obniżenia kosztów transportu, ale też mimowolnie do kolejnego światowego kryzysu. Zaś czynniki, które miały pomóc światowemu rolnictwu wywołały dokładnie odwrotne efekty. Kiedy Rosja przeprowadziła reformę chłopską, a USA, Kanada i Bałkany przeżywały największy rolniczy boom do drzwi zapukał kryzys agrarny. I podobnie jak obecnie twierdzono, że gwałtowny rozwój może przynieść jedynie pozytywne skutki. Efekty niekontrolowanej zwyżki produkcji rolnej objawiły się w postaci ogólnej obniżki cen i upadku uprawy zbóż.

Finanse, finanse

Wyrastające jak grzyby po deszczu przedsiębiorstwa musiały stawić czoła konkurencji, jako normalnemu elementowi gospodarki wolnorynkowej. Szybko poradziły sobie z tym problemem organizując się w trusty, holdingi, syndykaty, a ostatecznie - tworząc monopole. Czas efektywności takich spółek nie trwał wiecznie, a skutki upadku wielkich koncernów okazały się jeszcze bardziej dotkliwe niż niewypłacalność poszczególnych firm. Rok 1890 okazał się być feralny dla światowych finansów. W Niemczech, Argentynie oraz innych krajach Ameryki Łacińskiej rozwinął się kryzys finansowy. Ponadto 3 lata później Stany Zjednoczone zmagały się z krachem giełdowym, który pozbawił pracy całe rzesze robotników zatrudnionych w wielkich monopolowych przedsiębiorstwach.
Po II wojnie światowej międzynarodowy układ sił zmienił się oczywiście na korzyść USA. Supermocarstwo dyktowało warunki prawie wszystkim państwom na świecie. Tym samym załamania w amerykańskiej gospodarce oznaczały kryzys w państwach od USA zależnych - czyli kryzys globalny. Tak też się stało w 1920 roku, gdy panowała jeszcze dobra koniunktura wojenna i nadprodukcja przemysłowa. Kryzys powojenny dotknął i zwycięzców i przegranych. Nie potrafiła poradzić sobie z nim ani Wielka Brytania, Japonia, Francja, ani tym bardziej Niemcy. Nie tylko lata 90., ale przede wszystkim rok 1923 jest kojarzony w Polsce z hiperinflacją, właśnie na skutego światowego kryzysu, który spowodował masowe bezrobocie. Gospodarka kapitalistyczna zaczęła stabilizować się w połowie lat dwudziestych. Okres ożywienia nie trwał jednak długo - 29 października 1929 roku nastąpił największy aż do XXI wieku krach na giełdzie amerykańskiej. Dwa kolejne dni przyniosły zamknięcie giełdy i kryzys pieniężny. Na katastrofę bankową nie trzeba było długo czekać. Banki zawiesiły wypłaty, a produkcja zaczęła spadać - przez kolejne 38 miesięcy ani razu nie wykazała tendencji wzrostowej! Kryzys objął przede wszystkim przemysł hutniczy, nieradzący sobie z nadprodukcją, a także branże związane z inwestycjami. Skutkiem było już nie tylko masowe bezrobocie, ale nędza milionów - zwłaszcza Murzynów, a nawet samobójstwa tracących z dnia na dzień swoje fortuny. Jak bumerang powróciło więc widmo protekcjonizmu. New Deal prezydenta Roosvelta kładł przede wszystkim nacisk na politykę socjalną. Co więcej, pojawił się spadek wartości walut, który spowodował trwałe odejście od waluty złotej. Stworzono jedynie złoty hamulec, stanowiący konieczność utrzymywania określonego pokrycia w złocie dla będących w obiegu pieniędzy.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Do Polski każdy z kryzysów trafiał nieco później. Przez lata centrum Europy było obszarem stricte rolniczym, więc kryzys przemysłowy nie był od razu tak widoczny. Z uporem powtarzane dzisiaj frazy, że w naszym kraju zauważalne jest tylko spowolnienie gospodarcze, podczas gdy na zachodzie szaleje kryzys, nie nastrajają jednak optymistycznie. Historia pokazuje bowiem, że chociaż kryzys docierał nad Wisłę później, to Polska walczyć z nim musiała dłużej niż inne państwa. I gdy USA objął już czas prosperity, w Polsce dalej walczono ze spowolnieniem. Bez wątpienia najbardziej dotkliwy okazał się kryzys lat 30. Dramatycznie pogorszyła się wtedy sytuacja klasy robotniczej, wzrosła przestępczość. Upadały kluczowe dla gospodarki gałęzie - górnictwo, hutnictwo, obróbka metali. Załamał się system kredytowy, zamarł ruch inwestycyjny. Jest jednak nadzieja, że przez ostatnie 80 lat Polska zmniejszyła dystans wobec krajów wysokorozwiniętych, a tym samym skutki obecnego załamania będą też nieco niższe.
Krótka lekcja historii kryzysów udowadnia, że gospodarka ma charakter dwubiegunowy. Po każdym krachu na świecznik wypływały idee protekcjonizmu i socjalizmu. Rządy dotowały (i dotują) zakupy określonych dóbr i usług, inwestycje w pożądane branże. Umacniała się pozycja państw w procesie decyzyjnym. Z drugiej strony przesadna interwencja państwowa w system gospodarczy również kończyła się klęską, a to właśnie kapitalizm okazał się rozwiązaniem problemu głodu! Wiek XX zrodził nawet państwową odmianę kapitalizmu monopolistycznego. I wszystko wydaje się być jasne - aby mógł nastąpić rozkwit, poprzedzić musi go spadek. I tak, jak na sukces gospodarczy, tak skazani jesteśmy na kryzys. Kryzys, którego można było jednak uniknąć dzięki ograniczeniu nadmiernego konsumpcjonizmu i zachłanności.

Tekst pochodzi z listopadowego numeru miesięcznika „Stosunki Międzynarodowe". Całość do nabycia na www.stosunki.pl



Komentarze do "Skazani na kryzys"

BRAK KOMENTARZY
Musisz być zalogowany, aby skomentować. Jeśli nie masz konta, zarejestruj się teraz!
Chcesz się podzielić ciekawą informacją?
Wyślij nam swój artykuł
Zaloguj Zarejestruj
Reklama