Do niedawna młody człowiek odwiedzający Lwów w celach turystycznych, zatrzymujący się przeważnie w tańszych hotelach lub korzystający z kwater prywatnych mógł przeżyć lekki szok. Mieszkańcy Lwowa dostęp do wody, we własnych mieszkaniach, przez dziesiątki lat, mieli tylko przez 6 godzin dziennie. Potencjalnego rodaka mogły zatem zaskoczyć szczegółowe instrukcje dotyczące korzystania z hotelowego prysznica, czy unikalne na skalę europejską porady najemcy dotyczące okresowej użyteczności domowego kranu. Wraz z końcem grudnia, ten niezwykle charakterystyczny element lwowskiego krajobrazu odchodzi w niepamięć. Mer Lwowa, Andrij Sadowy oświadczył w środę, że 24-godzinne dostawy wody objęły już pięć spośród sześciu dzielnic miasta.
Problemy Lwowa z zaopatrzeniem w wodę to m.in. wynik dynamicznego wzrostu liczby mieszkańców miasta, do którego doszło w latach powojennych, oraz przestarzałego, niewydolnego systemu wodociągowego. Dodatkowym utrudnieniem jest geograficzne położenie miasta: leży ono na dziale wodnym. Część ekspertów uważa, iż Lwowskie wodociągi nie poradzą sobie z tak drastycznym zwiększeniem litrażu odprowadzanych ścieków. Przypuszczają, że pośpiech oraz zbyt pochopne odkręcanie wodnego kurka, może doprowadzić do pogorszenia ekologicznej sytuacji miasta. Przestarzałe i dziurawe kanały odpływowe mogą nie wytrzymać, a wtedy ścieki wypłyną na Lwowskie ulice.
Politycznego zabarwienia Lwowskiej wodnej rewolucji, nadała premier Ukrainy Julia Tymoszenko, która kandyduje w styczniowych wyborach prezydenckich. Pojawiła się ona we Lwowie we wtorek (29.12), by przed kamerami telewizyjnymi ogłosić w siedzibie miejskich wodociągów, że od tego dnia woda z kranów będzie płynąć w mieście bez