Dołącz do nas!
Nie jesteś zalogowany | Zaloguj | Zarejestruj
O nasPatronatyReklamaKontakt
Autor: autor Woland 2010-01-07, ostatnia aktualizacja: 2010-01-07 15:12:44

Wywiad z Piotrem Kulczyckim - o Simonie M i nie tylko

Wywiad z Piotrem Kulczyckim założycielem i szefem artystycznym Teatru Wolandejskiego, studentem reżyserii warszawskiej AT.
Wywiad przeprowadziła Redaktor Naczelna TW Joanna Sajkowska.

Piotr Kulczycki

Zobacz podobne


Z początkiem października 2009 roku Teatr Wolandejski hucznie świętował rozpoczęcie wyjątkowego, bo jubileuszowego sezonu artystycznego. Otwierając ten 10-ty sezon mówiłeś Piotrze, że dużo będzie się działo. I dzieje się! Możesz w telegraficznym skrócie przybliżyć nam wydarzenia z życia TW z ostatnich dwóch miesięcy?

Zaczęliśmy z impetem, od początku sezonu, od uczestnictwa w akcji "Ursynów ma Teatr!", w ramach której od października do listopada wystawiliśmy cztery spektakle z naszego bieżącego repertuaru. Dzięki temu poznała nas zupełnie nowa publiczność, która licznie na te spektakle się stawiała.

Od początku października równolegle zaczęliśmy realizacje dwóch nowych projektów. Basia Ciastoń rozpoczęła próby do "Małżeństwa z kalendarza" Franciszka Bohomolca (premierę planujemy na pierwszy kwartał 2010 roku), ja zacząłem pracę nad własnym scenariuszem - "Niepojęty przypadek Simona Mola", po którego premierze już jesteśmy.

Jednocześnie zaczęliśmy tzw "lifting" sztuk. Pod tym żartobliwym tytułem kryje się po prostu wznowienie tytułów, których dawno nie graliśmy. Są pewne sztuki, które mamy w repertuarze, ale w których należało wprowadzić zastępstwa i zagrać je znów, po upływie dłuższego czasu.
Od listopada Staszek Kubiak wznawia więc "W małym dworku", niebawem też zliftingujemy "Salome". Będzie jak nowa.

Ponieważ robimy coraz więcej różnych projektów, potrzebujemy stale większej ilości osób. Dlatego zorganizowaliśmy nabory do Zespołu Artystycznego. Zgłosiło się mnóstwo rozpasjonowanych ludzi. Niestety mogliśmy przyjąć tylko najlepszych.

Nasi aktorzy uczestniczyli również w występach komercyjnych i realizowali zlecenia dla firm.


To już 10 lat TW. Na początku działalności Teatru wystawialiśmy tylko sztuki napisane przeze Ciebie. Potem graliśmy m.in. Bułhakowa, Shakespeare'a, Wyspiańskiego, Witkiewicza, Wilde'a. W jubileuszowym sezonie powracasz jako scenarzysta...

Uważam, że powinniśmy wyrównać nasz repertuar - obecnie większość sztuk, które gramy, to klasyka, należy nieco skręcić w stronę współczesności, żeby trafiać do jak najszerszej widowni.


Dlaczego Simon Mol?

Myślę, że wywodzi to się z prostego pytania: jak to możliwe, że coś takiego miało miejsce? Że był sobie facet, który zdołał zauroczyć i oszukać tak wielu ludzi. Po zadaniu takiego pytania pojawia się wiele tropów, którymi możesz pójść. Zaczynają Ci się pojawiać przed oczami elementy układanki, jaką jest każdy scenariusz. Im więcej pytań, dwuznaczności, zwrotów akcji, tym lepiej nad takim tematem się pracuje. Historia tego człowieka ma ich bardzo dużo: i taka jest odpowiedź na pytanie "dlaczego".


Po prapremierowym spektaklu jeden z naszych gości powiedział mi: „Wie pani, ja go znałem. To niesamowite, że mogłem zobaczyć ten spektakl". A Ty Piotrze, znałeś Simona osobiście?

Nie. I chyba nawet lepiej, że tak było. Konwencja, którą przyjęliśmy nie jest realistyczna. A być może gdybym go znał, znosiłoby mnie w stronę realizmu, który w teatrze niespecjalnie mnie obchodzi i interesuje.


O czym dla Ciebie jest ta sztuka?

Myślę, że o geniuszu, jaki tkwi w złu, który sprawia, że fascynujemy się kimś, nie widząc tak naprawdę, kim on jest.


Tymon dołączył do Zespołu artystycznego Teatru Wolandejskiego na początku października 2009 i dwa tygodnie później zaproponowałeś mu rolę właśnie tytułowego Simona. Nie obawiałeś się powierzyć główną rolę osobie, która dopiero debiutuje w TW i jak sama mówi „po kilku latach absencji powraca na scenę"? Wiedziałeś, ile ryzykujesz w razie niepowodzenia...

Nie, ponieważ znałem Tymona wcześniej i wiedziałem, że mogę liczyć na jego zaangażowanie i pasję. A śmiem twierdzić, że to dwie najważniejsze cechy potrzebne aktorowi, nie tylko w teatrze nieprofesjonalnym. Talent to kilka procent sukcesu, resztę stanowi praca, której jakość wynika z zaangażowania i pasji.


Jesteś reżyserem z pewnym doświadczeniem. Jak oceniasz prace przy tworzeniu tego spektaklu?

Oceniam ją jako pracę na najwyższym poziomie, jeśli chodzi o komfort pracy reżysera. Aktorzy wykazali wielkie zaufanie do tekstu i tematu, pracowali nad rolami w domu, wychodzili z wieloma ciekawymi pomysłami. Czegóż chcieć więcej?


I jak się czujesz dzisiaj, kilkadziesiąt dni po premierze sztuki „Niepojęty przypadek Simona Mola"?

Ot, w kolanie mi strzyka. A na poważnie, to myślę, że udało mi się zrealizować przyzwoity spektakl, a to zawsze daje energię do nowych działań.

 

Komentarze do "Wywiad z Piotrem Kulczyckim - o Simonie M i nie tylko"

BRAK KOMENTARZY
Musisz być zalogowany, aby skomentować. Jeśli nie masz konta, zarejestruj się teraz!
Chcesz się podzielić ciekawą informacją?
Wyślij nam swój artykuł
Zaloguj Zarejestruj
Reklama