Dołącz do nas!
Nie jesteś zalogowany | Zaloguj | Zarejestruj
O nasPatronatyReklamaKontakt
Autor: autor Szczepan Orłowski 2009-12-19, ostatnia aktualizacja: 2009-12-19 03:32:02

Szkolnictwo niższe

Przestarzały sprzęt, zły program studiów, wadliwy system finansowania, niskie wynagrodzenia dla wykładowców i ograniczone możliwości badawcze. Patologiczne traktowanie i wyzyskiwanie studentów przez ich uczelnie oraz czekające w kolejce wprowadzenie opłat za drugie studia.

Zobacz podobne


Tak wygląda rok 2009 w polskim szkolnictwie wyższym.
Oto raport „Gazety Studenckiej".

Pod drzwiami jednego z budynków Uniwersytetu Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu rozgląda się Michał. Bezradnie opuszcza ręce wzdłuż kół swojego wózka inwalidzkiego. - Właśnie czekam na obstawę kolegów, którzy wniosą mnie na górę - mówi. Jego instytut jest nieprzystosowany dla osób niepełnosprawnych. Budynek ma dwa piętra i tylko małe schodki wejściowe. Jedyne, co do tej pory zrobiono dla Michała, to umożliwiono mu korzystanie z łazienki. I to dopiero od tego roku akademickiego. Niestety, nikt z pracowników UW nie próbuje pomóc Michałowi w sprawie remontu budynku. - Staram się zupełnie prywatnie dowiadywać, czy coś się może zmienić. Podobno pieniądze by się znalazły, ale konserwator zabytków nie ma ochoty się tym zajmować - opowiada. - Wszystko rozbija się o biurokrację - dodaje po chwili zmartwiony.

W matni

Problemów na polskich uczelniach wyższych jest znacznie więcej. Kolejny rok upłynął pod znakiem przepychanek między Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego a polskimi uniwersytetami. Realnych korzyści z tych dyskusji nie sposób się dopatrzeć. W tej grze studenci to tylko pionki dostarczające uczelniom pieniędzy. Tymczasem problemy, zamiast być rozwiązywane, piętrzą się. Jest to owoc planowanej reformy szkolnictwa wyższego, która poza wprowadzeniem opłat za drugi kierunek studiów wnosi jedynie kosmetyczne poprawki do obecnej ustawy.
I tutaj nasuwa się oczywiste pytanie. Jak płacić za coś, czego jakość jest dziś dość wątpliwa? Anna Korzekwa, rzeczniczka prasowa Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że to możliwe. Stawia jednak pewne warunki: Za kilka lat UW chciałoby wprowadzić współpłatność za studia, pod warunkiem że zreformowany zostanie system kredytów studenckich. Chodzi o to, aby kredyt nie był obwarowany szeregiem zabezpieczeń, żyrantów i innych warunków, które znacznie utrudniają jego otrzymanie. Niezbędne jest także usprawnienie systemu stypendialnego.
Studentom z pewnością ten pomysł nie przypadnie do gustu. Zwłaszcza że zgodności w tym temacie nie ma nawet w obrębie samego uniwersytetu. Dr Jacek Kochanowski z Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego UW, autor książki „Spektakl i wiedza" ujmującej naukę w aspekcie socjologicznym, stawia sprawę jasno: To z pewnością odetnie dostęp do edukacji na dobrym, uniwersyteckim poziomie najbiedniejszym. Jesteśmy zbyt ubogim społeczeństwem na takie radykalne, neoliberalne pomysły. Dr Kochanowski uważa, że działania powinny iść w dokładnie odwrotnym kierunku. Należałoby wprowadzić bezpłatną naukę także w odniesieniu do studiów zaocznych oraz na uczelniach niepublicznych, o ile te ostatnie gwarantują odpowiednią jakość kształcenia. - Nie można ograniczać dostępu do wiedzy w sytuacji, gdy jest ona podstawowym zasobem jednostki umożliwiającym jej właściwe funkcjonowanie w dorosłym życiu - mówi.

Uniwersyteckie konkursy piękności

W światowych zestawieniach uczelni wyższych polskie szkoły wypadają blado. Bardzo blado. „Times Higher Education Magazine" opublikował w październiku ranking szkół wyższych na świecie. Naturalnie przodują w nim uczelnie amerykańskie i brytyjskie, natomiast dwa najlepsze polskie uniwersytety - Jagielloński i Warszawski - znalazły się kolejno na 302. i 352. miejscu. W innym tego typu zestawieniu - Akademickim Rankingu Uniwersytetów Świata - organizowanym przez Institute of Higher Education przy Shanghai Jiao Tong University obie instytucje uplasowały się także dopiero w czwartej setce. Dlaczego? Jednym z głównych kryteriów w rankingu „THE" była popularność wśród osób ze środowiska naukowego. Można było uzyskać za to aż 40 procent punktów. Z kolei w rankingu szanghajskim najistotniejszym kryterium jest liczba noblistów zatrudniona na danej uczelni. Pozostaje postawić pytanie: czy polskie uczelnie są w stanie przyciągnąć wyposażeniem swoich laboratoriów oraz oferowanymi wynagrodzeniami sławy ze świata naukowego?
Jedyną rzeczą, która może nas pocieszyć, jest to, że mało kto przywiązuje wagę do różnego rodzaju rankingów. - Nie wierzę w rankingi, ani polskie, ani międzynarodowe - zdradza dr Jacek Kochanowski. - Kryteria, jakie są w nich stosowane, są tak różne i czasem tak kuriozalne, że w gruncie rzeczy przynoszą ze sobą niewiele wartościowej informacji. Podobnie uważa prof. Malcolm Grant, rektor University College London zaklasyfikowanego w tym roku na czwartej pozycji rankingu „THE". - Każdy, kto wybiera uniwersytet jedynie na podstawie rankingów, chyba musi być szalony. Zestawienia są widowiskowe, ale nie ma w nich nic poza tym - wyjaśnia czytelnikom „Gazety Studenckiej".

Zawiedzeni/rozczarowani studenci

Niemniej jednak pozycja polskich uczelni zastanawia. Studenci dają na to szybką odpowiedź, opowiadając o swoich studiach. Katarzyna Pękul, studiująca prawo i dziennikarstwo na UW, bardzo często odnosi wrażenie, że marnuje czas podczas wykładów: Nie oceniam poziomu naszej edukacji specjalnie nisko. Na studiach jest jednak za dużo teorii, a za mało praktyki. Często uczymy się tego, co jest po prostu nieprzydatne. Marcin Wieczorek, także student prawa, jest bardziej krytyczny, jeśli chodzi o ten kierunek. - Na pierwszym roku mieliśmy mniej więcej 400 stacjonarnych i około 800 niestacjonarnych studentów. Prawo to kierunek, na którym trudno mówić o odpowiednim traktowaniu studenta. Na indywidualne traktowanie trzeba sobie zasłużyć. Inaczej nie ma szans - kwituje. Marcin również uważa, że na uczelni po prostu traci czas. - Myślę tylko o tym, żeby skończyć już te studia - dorzuca na koniec rozmowy.
Innym problemem jest brak odpowiednio nowego sprzętu do prowadzenia badań. Kinga Kozub studiuje analitykę medyczną na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. Choć z samych studiów jest zadowolona, to nie może przemilczeć tego, że uczelni brakuje aparatury. - Jeśli mamy ćwiczenia, nie korzystamy z najnowszych urządzeń. Bazujemy tylko na starszych modelach. Nikt nie uczy ich praktycznego użytkowania nowoczesnego sprzętu. - Najnowsza aparatura jest opisana jedynie na papierze. Trudno jest nauczyć się z czegoś korzystać, jeśli człowiek nie miał z tym nigdy wcześniej kontaktu - opowiada Kinga.
Inni studenci po prostu dostali od uczelni nie to, czego oczekiwali. Jak np. Magda, studentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UW i wiedzy o teatrze na Akademii Teatralnej. - Na moich drugich studiach ustalony plan przewiduje sporo mało ciekawych zajęć. Poziom jest zbyt niski, a program przestarzały. Nie ma wiele wspólnego z tym, co się dzieje we współczesnej refleksji o teatrze - wyjaśnia.
Z kolei Ola, studiująca filologię klasyczną na UW, narzeka na błędnie kładzione akcenty w programie nauczania. - Powinno być więcej ciekawych przedmiotów, do których powinno się przywiązywać wagę. Więcej kulturoznawstwa, mniej żmudnego tłuczenia języków obcych - stwierdza Ola. - I właśnie dlatego przenoszę się na polonistykę w przyszłym roku. Może tam się odnajdę.
Ponadto częste są historie o złośliwych, niepojawiających się na zajęciach wykładowcach, o wrednych ćwiczeniowcach i upartych, zimnych paniach z dziekanatu. O tym też przy ocenie polskiego szkolnictwa wyższego nie wolno zapominać. Co można zrobić? - Należy wprowadzić szczegółowe i powszechne umowy między uczelnią a studentem na wszystkich rodzajach studiów, również na „bezpłatnych" na uczelniach publicznych, oraz wprowadzić szkolenia na początku pierwszego roku nauki, które uświadomią studentom ich prawa i obowiązki - mówi Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta.


Po perspektywy na Zachód

Niektórzy Polacy podjęli odważną decyzję o startowaniu na najlepsze światowe uczelnie. Według informacji Clare Woodcock, rzeczniczki prasowej brytyjskiego Oksfordu, liczba polskich studentów na tej uczelni w ostatnich latach znacznie wzrosła. - Dane z grudnia 2008 roku pokazują, że studiuje u nas 130 Polaków, natomiast pięć lat temu było ich jedynie 36 - wyjaśnia „Gazecie Studenckiej". - Dziś mamy nawet więcej pracowników naukowych z Polski. W sumie wykłada ich u nas 37.
Na Oksfordzie istnieje nawet organizacja studentów z Polski Oxford University Polish Society, która popularyzuje tam dokładniejsze rozumienie naszej historii oraz działa na rzecz integracji społeczności polskiej z lokalnymi. - Nie miałam problemów z dostosowaniem się do tutejszych warunków, ze studiów jestem bardzo zadowolona - mówi Joanna Bagniewska, prezydent Oxford University Polish Society, studiująca zoologię. - Najbardziej podoba mi się fakt, że pracuję w budynku z najlepszymi światowymi fachowcami, że na korytarzu mogę spotkać lorda Boba Maya, Chrisa Perrinsa albo Richarda Dawkinsa. Poza tym w grupie badawczej jest świetna atmosfera, ludzie podchodzą do różnych spraw z dużym poczuciem humoru. Nie ma sztywnej hierarchii, do promotorów zwracamy się po imieniu.
Są też tacy, którzy chcą zdobyć podstawy wykształcenia w Polsce i ze względu na większe możliwości myślą poważnie o dalszym rozwoju za granicą. Przykładem jest Mateusz Łuczaj, student inżynierii biomedycznej na Politechnice Warszawskiej. - Nie wiem, czy w Polsce będę mógł się realizować w tym zawodzie. Na Zachodzie, np. w Stanach Zjednoczonych, można prowadzić intratne badania w tym kierunku. Po chwili Mateusz dopowiada: Młody inżynier odnajdzie się pewnie w Polsce w każdej dziedzinie, za granicą jednak możliwości byłyby większe.
Na szczęście znaleźć można też przyjezdnych, którym się studiowanie w Polsce podoba. Carlos jest studentem Uniwersytetu w Granadzie i już drugi rok przebywa na stypendium z programu „Erasmus". Ubiegły spędził we Francji, teraz zaś trafił na prawo na UW. - Nie widzę wyraźnych różnic między polskim a na przykład francuskim uniwersytetem. Lubię tu studiować. Podoba mi się mój kierunek oraz sposób prowadzenia zajęć przez wykładowców. Polscy studenci są bardzo zaangażowani w życie na uczelni. Nad tym, co mu się nie podoba, myśli długo. - Jedyne, za czym nie przepadam, to mój plan. Moje zajęcia są rozbite na cały dzień. Jedne mam z rana, a następne dopiero wieczorem - odpowiada Carlos.

Zmiany na... gorsze?

Budżety najlepszych uczelni na świecie finansowane są przez państwo jedynie w blisko 10 procentach. Reszta wpływów pochodzi z czesnego oraz z wkładu przedsiębiorców.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyjęło już założenia nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. A wśród zapisów m.in. drugi płatny kierunek. Zgodnie z ministerialnymi planami prawo do bezpłatnego studiowania drugiego kierunku powinno przysługiwać grupie 10 proc. najlepszych studentów danej uczelni. Pozostałe osoby, które chcą studiować równolegle, miałyby za studia płacić. - Tego typu zmiana nie powinna mieć żadnego wpływu na życie naszej uczelni, bo na UW mniej niż 10 proc. studentów studiuje równolegle. Zresztą nie znam uczelni w Polsce, na której ten procent byłby wyższy - komentuje rzeczniczka prasowa UW.
MNiSW kilka miesięcy temu ogłosiło przetarg na przygotowanie strategii rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do 2020 roku. Resort przygotował warunki przystąpienia do przetargu, jednocześnie uniemożliwiając wzięcie w nim udziału polskim uczelniom. Wygrało międzynarodowe konsorcjum doradcze. Uczelnie zrzeszone w Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP), Fundacji Rektorów Polskich (FRP) oraz Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich (KRZaSP) postanowiły stworzyć własną, alternatywną strategię. Taką samą, jaką przygotowują eksperci wybrani przez resort.
Rzecznik prasowy MNiSW Bartosz Loba tłumaczy: To dobrze, że wyłonione w przetargu przez ministerstwo konsorcjum skupiające naukowców i ekspertów zewnętrznych przygotowuje projekt równolegle ze środowiskiem rektorów. Otrzymamy dzięki temu dwa spojrzenia na system szkolnictwa wyższego. Taka konfrontacja poglądów może mieć pozytywne rezultaty i dać interesujące wytyczne dla rozwoju polskich uczelni.
W naszej nauce trudno o fajerwerki. System wynagrodzeń pracowników naukowych w Polsce zdecydowanie premiuje dydaktykę. Jeśli chce się zarabiać, trzeba brać jak najwięcej zajęć. KRASP przyjął założenie, że docelowo w ciągu kilku lat należy wprowadzić obligatoryjną jednoetatowość wykładowców.
To, co może odmienić system edukacji w Polsce, to z jednej strony fundusze europejskie, a z drugiej zwiększenie udziału przedsiębiorców w finansowaniu szkół wyższych.
- Adiunkt na uniwersytecie zarabia ok. 2500 złotych. Jeśli marzy o posiadaniu rodziny i wychowaniu dziecka, musi dorabiać gdzie indziej, nie ma innego wyjścia. Stąd wieloetatowość, która oczywiście nie usprawiedliwia olewania zajęć i spraw studenckich. Wykładowcy akademiccy muszą być bardziej kontrolowani - twierdzi dr Jacek Kochanowski. Głos studentów i studentek donoszących o różnych patologiach musi się stać bardziej słyszalny. Warto zwracać się do rzecznika praw studenta, który może wesprzeć w samotnej walce. - Obawy przed represjami w instytucie nie mogą usprawiedliwiać bezczynności wobec patologii takich jak nieobecność wykładowcy na zajęciach, spóźnianie się, niski poziom merytoryczny, brak kultury itp. - mówi dr Kochanowski i zachęca: Wszystkie te zjawiska powinny być natychmiast sygnalizowane bezpośrednio lub za pośrednictwem samorządu, co pozwoli uzdrowić nasze uczelnie.
Praca, którą trzeba wykonać, aby polepszyć jakość naszego szkolnictwa wyższego, jest nadzwyczaj żmudna. Ale warta tego wysiłku.

 

Niektórzy studenci woleli podać jedynie swoje imiona lub nawet je zmienić i nie mówić, które konkretne zajęcia zawiodły ich oczekiwania. Nie chcą mieć później kłopotów.

Po 1989 roku przeżyliśmy w Polsce prawdziwy boom edukacyjny. W lawinowym tempie powstawały uczelnie niepubliczne, nowe uniwersytety, sieć państwowych wyższych szkół zawodowych. Obecnie w Polsce istnieje ponad 400 uczelni wyższych, z czego więcej niż 300 to uczelnie niepubliczne. W ciągu ostatnich 20 lat współczynnik skolaryzacji (procent studiujących w stosunku do ogółu młodzieży w wieku studenckim) skoczył z 9,8 procent w 1990 roku do 38 procent w 2006. Tym samym liczba studentów wzrosła z nieco ponad 400 tysięcy w roku 1990 do prawie 2 milionów w 2005.

 

W październiku „Gazeta Wyborcza" opublikowała sondaż PBS DGA przeprowadzony wśród nauczycieli akademickich i studentów. Wyniki są zastanawiające, a momentami zatrważające. Jedna czwarta studentów otwarcie stwierdza, że wykładowcy przynudzają. Tylko 10 procent nauczycieli akademickich przyznaje się do spóźnień. Studenci zauważają to zjawisko częściej, bo odpowiedzi twierdzących odnotowano 21 procent. Najbardziej drastyczny jest wynik pytania o ściąganie. Aż 54 procent studentów przyznaje się do korzystania z niedozwolonych pomocy podczas egzaminów. Aż 39 procent odpowiedziało, że ich nauczyciel toleruje to zjawisko. Jednocześnie 48 procent studentów i 20 procent wykładowców orzekło, że mogliby zrezygnować ze znacznej części zajęć i wykładów bez straty dla studiów. A teraz największa bomba: co piąty student deklaruje, że kupiłby pracę magisterską. Wyniki sondażu dla uczelni publicznych i niepublicznych były bardzo podobne.


Komentarze do "Szkolnictwo niższe"

BRAK KOMENTARZY
Musisz być zalogowany, aby skomentować. Jeśli nie masz konta, zarejestruj się teraz!
Chcesz się podzielić ciekawą informacją?
Wyślij nam swój artykuł
Zaloguj Zarejestruj
Reklama