Kiedy po raz pierwszy usłyszałam i zobaczyłam klip do piosenki „Give It to Me Right", pomyślałam: oho, kolejna „druga Amy Winehouse", brzmienie retro i tapir na głowie, ale piosenka wpadła mi w ucho i nie chciała dać spokoju.
Okazało się też, że na kanadyjską wokalistkę zwrócił swoje czujne ucho sam Questlove z The Roots - owocem ich spotkania był świetny mixtape, na którym Melanie pokazała, że znakomicie radzi sobie z organicznym brzmieniem z pogranicza hip-hopu i soulu. Szkoda, że takiego superbrzmienia nie ma „The Bridge". Na solowej płycie Fiona eksploruje różne gatunki, trzyma się jednak szufladki „lekko retro" - głównym minusem jest to, że większość kompozycji jest zbyt przebojowa, jasne i rozśpiewane z popowym rozmachem ogłuszają optymizmem. Szkoda, że Melanie nie poszła bardziej w stronę Jill Scott zamiast Whitney Houston. Wciąż jednak pozostaje bardzo miłym debiutem.