Dołącz do nas!
Nie jesteś zalogowany | Zaloguj | Zarejestruj
O nasPatronatyReklamaKontakt
Autor: autor Maciek Tomaszewski 2009-07-07, ostatnia aktualizacja: 2009-11-16 15:27:23

Żart

Australia przypuściła zmasowany muzyczny atak na resztę świata. Po Ladyhawke i Cut Copy pojawiają się Empire Of The Sun.

Zobacz podobne


I jak twierdzą, wcale nie są australijskim odpowiednikiem MGMT.

- Na początku to porównanie nas irytowało, bo zakłada, że staramy się kogoś naśladować - mówi w rozmowie ze „Studencką" Luke Steel, jedna druga Empire Of The Sun. - Potem przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, bo świadczy to tylko o indolencji i nieudolności dziennikarzy muzycznych. Teraz jednak, kiedy jest o nas coraz głośniej na całym świecie, wkurzają regularnie pojawiające się nagłówki typu „Aussie MGMT". Owszem, stawiamy na elektronikę, bawimy się dźwiękami, trudno znaleźć jednoznaczne określenie, które charakteryzowałoby naszą twórczość. Nie da się nas sprowadzić jednak do wspólnego mianownika z innym zespołem. Poza tym chronologia robi swoje: pierwsze wspólne nagranie z Nickiem (Nick Littlemore, drugi członek Empire Of The Sun - przyp. MT) zarejestrowałem, zanim jeszcze ktokolwiek słyszał o MGMT.

Groteskowo

Luke i Nick poznali się w 2000 roku przez wspólnego przyjaciela. Nick właśnie skończył University of New South Wales na kierunku mediów cyfrowych, Luke pracował w wytwórni płytowej, a jego grupa The Sleepy Jackson, grająca alternatywnego rocka, właśnie podpisała pierwszy poważny kontrakt. - Zaiskrzyło między nami niemal natychmiast. Okazało się, że obaj lubimy te same filmy, te same płyty, a najchętniej tworzylibyśmy około 1985 roku. Zaangażowanie w inne projekty spowodowało jednak, że mniej więcej do zimy 2007 panowie rejestrowali wspólne nagrania niemal mimochodem. The Sleepy Jackson podbiło krajowy rynek i coraz częściej pojawiało się na amerykańskich czy europejskich festiwalach, Nick z kolei stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych australijskich producentów (jest stałym współpracownikiem Ladyhawke, tworzy elektro-popowy skład Pnau). - W pewnym momencie powiedzieliśmy sobie: musimy wreszcie przysiąść nad wspólnym projektem, bo w przeciwnym razie nigdy nie wyjdzie on poza domowe studio - wspomina Luke. Tak narodziło się Empire Of The Sun, które swoją nazwę zawdzięcza tytułowi najbardziej znanej powieści zmarłego niedawno J.G. Ballarda. - W „Imperium słońca" Ballard porusza się w przedziwnym, sennym świecie groteskowym, trochę wykrzywionym, stanowiącym antidotum na okrucieństwo drugiej wojny światowej. My również staramy się nie brać wszystkiego na poważnie - tłumaczy Luke.

Kolorowo

Kiedy pytam Luke'a, czy kluczem do wizerunku scenicznego EOTS jest dystans, ten natychmiast potwierdza. EOTS wyglądają jak skrzyżowanie postaci z „Gwiezdnych wojen" i cyklu filmów o Indianie Jonesie, a wszystko to podlane jest kiczem à la Beata Kozidrak. Teledyski kręcone w nietuzinkowych miejscach (Szanghaj, Meksyk, Islandia) pozbawione są scenariusza, za to pulsują wszystkimi możliwymi kolorami. - Słowo „kolor" jest kluczem do zrozumienia naszych pomysłów. Kolory kojarzą mi się z szaleństwem, radością, zabawą. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak charakteryzuje swoją twórczość wielu artystów, ale my naprawdę chcemy dać ludziom trochę zabawy. Celowo posługujemy się przerysowaniem, hiperbolizacją - to pozwala ująć nasze działania w nawias, a jednocześnie funkcjonować w nie do końca rzeczywistych realiach. Stawiamy nie tylko na muzykę, ale i na wrażenia wizualne - mówi Luke.

Miałkość

W swojej ojczyźnie Empire mają już status megagwiazdy, teraz powoli, acz skutecznie podbijają inne rynki debiutancką płytą zatytułowaną po prostu „Empire Of The Sun". W styczniu tego roku brytyjskie BBC zaliczyło duet do grona dziesięciu najważniejszych debiutantów, którym szczególnie uważnie należy się przypatrywać. Większość artystów, którzy znaleźli się w tym zestawieniu, mniej lub bardziej śmiało nawiązuje do estetyki lat 80. - Ejtisy wracają, to jasne - mówi Nick. - Przyjęta przez nas sceniczna konwencja jest konsekwencją wyboru dokonanego przez nas w obrębie stylu. Lata 80. kojarzą się z blichtrem, różem, czymś przekoloryzowanym. A jednocześnie potrafią być w swej miałkości niezwykle epickie. Mamią nas łatwością, w 2009 to podatny grunt - ludzie nie mają czasu na zastanowienie, wybierają najłatwiejsze rozwiązania. A poza tym to wtedy właśnie powstały najlepsze popowe kompozycje - my staramy się przede wszystkim nawiązać do piosenkopisarskiej tradycji tamtych lat. „Empire Of The Sun" dostaje bardzo przychylne recenzje zarówno europejskiej, jak i amerykańskiej prasy, krążek całkiem nieźle się sprzedaje, a przed letnim sezonem festiwalowym autorzy krążka podejrzanie często pojawiają się w zestawieniach z cyklu „must see". - Na początku myśleliśmy o sobie jak o przewrotnej supergrupie, każdy z nas miał już za sobą jakiś dorobek, dzięki naszym wcześniejszym projektom w Australii byliśmy postaciami rozpoznawalnymi. To, co miało być jednorazowym żartem, wygłupem, przerodziło się w całkiem poważną sprawę, krzyżując nam plany - po promocji płyty każdy z nas miał wrócić do swoich spraw. Tymczasem całą swoją uwagę skupiamy wyłącznie na EOTS, ostatnio Nick zapytał mnie, czy nie miałbym nic przeciwko wspólnej płycie numer 2. A wy?

Komentarze do "Żart"

BRAK KOMENTARZY
Musisz być zalogowany, aby skomentować. Jeśli nie masz konta, zarejestruj się teraz!
Chcesz się podzielić ciekawą informacją?
Wyślij nam swój artykuł
Zaloguj Zarejestruj
Reklama